Koń Trolla

Często bywa tak, że w sumie nie ma jakoś porozumienia z rodziną i czasami wpadają niezapowiedziani do podopiecznego lub podopiecznej, a my nie wiemy nawet kiedy i że np. można upiec ciasto lub przygotować dla nich obiad. To nazywam kontrolą lub mam właśnie taką nazwę:”Koń Trolla”, jak takie Trolle wpadają mi na Stellę bez zapowiedzi i patrzą mi na ręce. No normalnie można czasami wyjść z siebie i stanąć obok. Ja tu normalna robota, piorę, sprzątam, walczę i jeszcze tu kurczę zmasowany atak rodziny. Za to akurat mi nikt nie płaci, ale wymogi chcą, jak w Sheratonie, albo innym hotelu. To mnie wkurza.

Wygodny, jak pies

Zawsze się mówiło ” wierny, jak pies”, a mi wyszło „wygodny, jak pies””. I poleciało na maksa.

Jak to jest, że chłop musi być wierny? No przecież on chociaż raz musi iść na bok i robić nas-kobiety w bambuko. Przypomina mi to zasadę komara: ” Cesce se, komar muchę ukąse,”, czyli jedziesz i się nie pytasz o co chodzi, ale pięknie jest. Rozmawiałam kiedyś z kolegą Polakiem-Francuzem i znał dokładnie to powiedzenie. Pośmialiśmy się solennie, ale pytanie zostało. Jak to jest? Zawsze się zdradzamy pod wpływem emocji, czy jakoś tam czegoś nam brakuje i próbujemy zrobić „niezłą jazdę”, by poczuć nutkę fantazji… Czyli jestem facecie twoją opiekunką.

Nie wierz nigdy kobiecie

Tak brzmi pewna piosenka o tym tytule. W życiu nie raz podobnie się zdarza i tutaj jest problem.

Spotkałam się kiedyś z przypadkiem, kiedy to pewna opiekunka zamęczała podopiecznego.  Nie pomagała mu, gotowała od niechcenia i to nazywała się opieka. Mężczyzna mieszkał sam i wymagał pomocy. kobieta, jak się okazało była wyrachowana i myślała pewnie, że nikt tego nie zauważy. Miała tylko pecha, bo rodzina zamontowała monitoring w domu i sprawa pięknościowo się rypła. No kobieta miała pecha, ale jak się sprawa zakończyła, to akurat nie wiem. Jedno tylko zrozumiałam, iż nie każda opiekunka nazywa się „twoją opiekunką”.

Jak zrobić burzę

Burza w szklance wody to wiadomo z czym mamy do czynienia no nie? Jako opiekuni mamy często takie doświadczenia. Niby nic się nie stało, a jazda rockowa bez trzymanki. Normalnie bezsensowna kłótnia i robienie z igły widły. Jak podopieczny, czy podopieczna nie szaleją, to niestety czasami rodzina i mamy na dzień dobry rozpierduchę przy samym wejściu do domu (nota bene posprzątanemu) i kurczę nie wytrzymujemy. To jest masakryczne być o coś na przykład posądzonym, a my zupełnie nie wiemy, o co tu do licha chodzi? Dla mnie osobiście jest to katastroficzną i ostatnią głupotą, że by coś takiego w ogóle miało miejsce.

Może morze?

Często można się nadziać w naszym języku na podobieństwa. I tutaj mamy wybitny przykład. Może morze lub nie wiadomo, czy może, czy nie może, tylko problem kto? Pewnie albo facet, albo kobita i tu jest rozwidlenie. Nie można to było zrobić jedno, czy co? Normalnie człowiek dostaje „na łeb” i jakoś w pewnym momencie się gubi i sam nie ma pojęcia, co się dzieje. No kurczę, pozamiatane i nic na to chyba nie można poradzić. Trzeba się jednak jakoś wypowiadać po ludzku i zwracać uwagę na gramatykę. Dziękuję mojej nauczycielce, że miała tyle cierpliwości, by nam „sierotką” wyjaśnić parę rzeczy.

Jak to z „fajkami”…

Opiekunka i fajki to masakra dla rodzin zatrudniających. Kurcze, jakby to była cholera, czy AIDS, albo wirus Ebola. Jak zatrudniają to przecież mają w papierach napisane, że człowiek pali. Ja też nie święta, bo jestem jaraczką (nie mylić z teatrem im. Jaracza) i czasami bez tej fajki to nie ruszam i tyle. Kwestia taka, że w niepalących rodzinach mam szacunek i nie jaram w domu. No to zostaje jakiś balkon, albo wyjście na zewnątrz. Chociaż miałam takiego sąsiada, który czekał na mnie i na moment, kiedy nie mogłam wyjść i musiałam palić w oknie. Fajnie było, bo mieszkał na przeciwko  i machaliśmy sobie nawzajem nie wspominając, że jaraliśmy razem w oknach…

Zamień chłopa

Zamień chłopa  na „Jełopa”. Co prawda, wychodzimy za mąż i jakoś tak na początek jest pięknie, a potem przychodzi twarda rzeczywistość i trzeba to wrzucić na klatę, a my kobiety to chyba mamy co nieco na przodku? Ja zawsze twierdzę, że najlepiej zmienić chłopa i mieć święty spokój, aniżeli się męczyć w życiu, bo np. wali browara i ma swoje spojrzenie na życie (nota bene opiekunkę, bo to normalka wtedy) i mieć chłopa tam, gdzie słoneczko raczej nie dochodzi.

Jakież to wrażenie, jeśli nam babom trafi się „towar” dobrej jakości, który  jakoś kobito o Ciebie dba.

Jełop nie kuma czaczy i trochę lepiej się żyje, ale w sumie to fakt, że w zasadzie my-kobiety musimy wziąć sprawy w swoje ręce. I chyba można zrobić tak, żeby facet srał   w gacie przy babskim udziale.

Zapach pieniędzy

Staramy się robić w opiece ile się da, ale nie zawsze nam to wychodzi i nie zawsze nam za to dobrze płacą.. Głupie, co nie?

Zapach pieniążków rajcuje w sumie każdego człowieka i każdy chce zarobić jak najwięcej. U niektórych to nawet graniczy z rozbojem, łącznie z paragrafem 126 KK za obrazę funkcjonariusza przy zatrzymaniu. No trudno, jeśli komuś palma odbija, to nie ma zmiłuj się…

Są takie „Aniołki”, którzy dostają „na lewo” kaskę i ciągle im mało i wiecznie są niezadowoleni. No powiedzcie, co z takimi robić?? Osobiście kolor pieniędzy także na mnie działa, lecz faktycznie niebieski kolor mnie uspokaja, a żółty pobudza do pracy. Nie jestem pasjonatem, lecz dobrze to chyba. Co nie?

Kapciuszki śmierdziuszki

Mam takie śmieszne buty, które muszę w zasadzie co chwilkę prać. Być opiekunką takich stworzeń, to istna mordęga, choć dają nieźle popalić, ale faktem jest, że notorycznie mam z nimi robotę. Czemu tak jest, że niby człowiek sobie kupił przewiewne, letnie buty z siateczką, a potem się męczy? Przecież buty muszą oddychać, nieprawdaż? Ktoś powiedział: „Masz fajne buty”, a ja co? Jak Ósme dziecko stróża ” No po prostu kapciuszki śmierdziuszki, a tak w miarę ładnie wyglądają. I jak tu człowieku ludkom coś powiedzieć? Przecież nie każdy lubi, jak komuś nie za pięknie nóżki pachną. No nie mam racji?! To sobie kupiłam nowe i koniec i kropka, definitywnie!!!

Krionika i reszta

W Stanach są magazyny krioniczne, czyli zamrożone ciała. Dla mnie bardzo ciekawe. Chorzy są zamrażani i są „w stanie spoczynku”. Wszystko jest zachowywane w ciekłym azocie i w temperaturze powyżej- 200 stopni. Jednak na początku należy ściągnąć krew i wodę, potem niby stopniowo zamrażać, ale jak to „wieczne życie” będzie wyglądało, to nie bardzo wiem. Futuryzm dał nam Lem w swoich „Opowieściach robotów” i innych jego książkach. Kiedyś się w nich zaczytywałam i wymyśliłam, że zamrożę rodziców, by mieć ich na zawsze, ale 300 tys. dolarów to chyba dla mnie jednak wielka suma. Tak już mamy w życiu, że czasami nie wychodzi to nam, jak sądzimy. Szkoda.