No znowu opieka

Tak się trafia, jak wciąż musimy wyjeżdżać na Stellę i być opiekunką w Niemczech. Niektóre koleżanki nie wytrzymywały tej presji, bo wiecznie musiały wstawać w nocy, choć za dnia także pracowały ciężko. Zależy, gdzie się trafi i na kogo.  Niestety będąc tzw. „twoją opiekunką” narażamy się na przemęczenie i wieczne niedospanie. Jest to dokuczliwe i odczuwamy to na co dzień. Wiadomo, że pracować trzeba, ale za jakie grzechy? No przecież nie jesteśmy ze stali tylko normalnymi ludźmi, którzy chcą żyć godnie i nie skończyć jak nasi podopieczni, dla których wykonujemy wszystkie te czynności. Mam nadzieję, że jakoś wszyscy damy sobie radę.

Koniec pomidorów

A dios’ pomidory… Taki kiedyś był stary tytuł piosenki śpiewany przez Wiesława Michnikowskiego. Przychylam się do tego bardzo, bo sama je bardzo lubię. Najlepsze są nasze, polskie i pachnące w sezonie od słońca, albo jak to mówi, pachnące słońcem. Nam tylko pozostaje wtedy się nimi zaopiekować i powkładać je do słoików w formie przecieru na zupę pomidorową, lub zrobić sałatkę z niedojrzałych, zielonych pomidorów lub nawet dodać je do sałatki z kapustą, cebulą itp. do słoika. W końcu przepisów jest wiele. Ja pamiętam tylko smak z dzieciństwa, jak mama opiekując się mną i moim rodzeństwem latem zawsze robiła nam kanapki z żółtym serem i pomidorem. Pycha!

Praca i opieka

Będąc nawet sekretarką w wielkiej korporacji można być opiekunką. Dbać o szefa, bo szef też dba o nas, o ile jest wobec nas szczery, otwarty i warty takiego naszego zaangażowania. No nie jest to system zawsze się sprawdzający, ale powiedzmy sobie szczerze, że zawsze wykonywanie jego poleceń, czy zwykłe robienie kawy to też swego rodzaju opieka. Czyli chyba można powiedzieć: jestem szefie twoją opiekunką. Przecież wiadomo, że jak by się z nim coś stało, czy by zachorował, to my spełniamy tę rolę i pierwsze biegniemy na pomoc lub dzwonimy na pogotowie. Oby te gorsze przypadki nigdy nam się nie zdarzyły.

Senior i ogród

Zdarza się, że siedzimy z podopiecznym przy ładnej pogodzie na tarasie i rozmawiamy sobie przy kawce i w ogródku, a tutaj trzeba coś z ogródkiem. I tu jest problem: jak rozmawiać z osobą i jednocześnie pielić w ogródku, a nam się to czasami zdarza, że trzeba robić i to i to.  Czasami mamy szczęście, że udaje nam się zrobić wsio, bo akurat siedzimy chwilę i  rozmawiamy, ale potem do roboty i mamy tu dwie ptice ubite jednym kamieniem. Ogródek wypielony, a podopieczna zadowolona. Kawa wypita, pogadane jest i roślinki są szczęśliwe. Czyz tak nie można zrobić?

Kradzione jabłka

U nas to się nazywa juma, czyli kradzież za granicą. Na początku lat 90-tych po zburzeniu muru berlińskiego ludzie zaczęli jeździć na zachód i kraść z przemytem do Polski. Przygraniczne markety były chyba bombardowane najazdem takich złodziei. Tak się zastanawiam, jak oni to rozwiązywali, skoro przyjeżdżał cały autobus turystów z PL-u i oczywiście na jumę.

Także zdarzają się kradzieże, a ja nazywam to „uczciwymi” kradzieżami, bo polega to na tym, że bierze się coś, co zalega i nikt tego nie zbiera. O ironio, sama dzisiaj tak zrobiłam. Wracając z urzędu pracy sama nazbierałam pełną torbę jabłek w bezpańskim starym sadzie i jeszcze załapałam się na „szarą renetę” która jest najlepszym jabłkiem na szarlotkę….

Takie ciasto

A takie ciasto dostałam z Niemiec. Żeby było śmieszniej, to cały przepis był w funtach, a nie gramaturze gramowej. To była dla mnie w tym momencie masakra. Internetu nie było, w książkach tego nie znalazłam, jakoś musiałam to przeliczyć i kurczę! Jakoś wyszło! Ale jak mi to  wyszło, to do dzisiaj nie bardzo wiem. Była to jednak bomba kaloryczna, bo orzechy, masło, czekolada nadała specyficznego smaku i fajnie też było, ponieważ wszystkie składniki mieszało się jednocześnie razem i tylko musiałam wrzucić to wszystko razem w keksówce na 1 godz, ale w pergaminie można to było trzymać do siedmiu dni i  nawet nie w lodówce. Ale smak przedni!

Jak wygrać na Stelli

Uda się czasami, że podstępem usiłujemy jakoś zrobić sobie i wolne i mniej pracy. Kwestia uczciwości robi swoje i albo jesteśmy OK, albo jesteśmy perfidni w swoich działaniach, ale osobiście mi się to nie podoba. Zobaczcie sami, wykonujemy pracę, a zmiennik nam robi koło d….y. Na moje zdanie, to nie jest uczciwe i wprost dla mnie nawet chyba nielegalne. Jak inni mogą tak postępować, to nie wiem. Tylko zastanawia mnie, czy ludzie mogą być tak okrutni, tacy jakoś nieludzcy i co? Wracamy do czasów Faszyzmu czy co? Te czasy (mam nadzieję) raczej nie wrócą, co nie znaczy, że nie mamy uważać na innych ludzi…

Kobieta i mężczyzna

Kobieta wysłana na Stellę do mężczyzny ważącego ok. 100 kilo to wyczyn. Ale tutaj podejrzewam, że prawdopodobnie firma w tym bierze udział. Rodzina zawsze dostaje nasze papiery, łącznie ze zdjęciem i mają wybór, a my w zasadzie jedziemy w nieznane, bo dostajemy tylko adres i praktycznie się na tym kończy. Oczywiście czasami jest tak, że jeszcze załatwiają transport, ale ja musiałam go sama załatwiać i papiery (łącznie z ubezpieczeniem) także. To czasami jest ciężko, a potem jeszcze podnoszenie ciężkiego człowieka przez 2 miesiące, to naprawdę nie lada wyzwanie. Dla kobiety to wyczyn, ale też dla mężczyzny w przypadku takiej pracy to także ciężko.

Chleb i opieka

W opiece to wiadomo, że albo tosty na śniadanie, albo chleb. I przypomniało mi się, jak ktoś mówił, że chleb i sól poprawia życia ból. Chyba by to można przykleić i do naszych podopiecznych i do nas samych, jak praca daje nam popalić. Zastanawiam się ile w tym prawdy? Tylko dlaczego nowożeńców wita się chlebem i solą i jest to tradycja? Nasze babcie miały jednak rację. Chleb w dzieciństwie lubiłam z wodą i posypany cukrem. Tak kiedyś było. Ciekawa w sumie jestem, czy już nowe pokolenie to nawet zna i czy w ogóle by taki rarytas ktoś z młodych by zjadł? Muszę kiedyś spróbować.

Mistrzostwa Świata

We Włoszech co roku odbywają się Mistrzostwa Świata w zabawie w chowanego. W tym roku brało udział 400 drużyn z całego świata. Na końcu trzeba przyklepnąć taką wielką poduchę, ale najfajniejsze jest to, że mają uczestnicy olbrzymią frajdę i dorośli faceci zachowują się jak dzieciaki na podwórku. Nooo nieźle. Oni mają ubaw, a my frajdę z oglądania takiego spektaklu. Jak tak będzie co roku, to naprawdę chętnie obejrzałabym takie zawody i jak to uczestnicy wszystko robią. Ja jako dziecko bawiłam się też i pamiętam tylko „Raz, dwa trzy, jestem!”. Czy zmiany się ziściły, albo ktoś je wprowadził pozostaje kwestią do zastanowienia…